Andreas Christensen i Franck Kessie byli pierwszymi transferami, które Barça ogłosiła tego lata. Obaj zakończyli kontrakty odpowiednio z Chelsea i Milanem, a na Camp Nou przybyli jako wolni zawodnicy z kontraktem do 2026 roku. Ich rola w Barcelonie jest jednak nieco inna, niż ta, którą pełnili w poprzednich klubach.

Christensen był jednym z liderów obrony Tuchela w Chelsea, a Kessie był kapitanem Milanu. Ostra konkurencja, jaka jest w Barcelonie, zarówno w formacji defensywnej, jak i w środku pola, zepchnęła ich na dalszy plan, do którego nie byli przyzwyczajeni.

Duńczyk był partnerem na obronie w duecie z Ericiem Garcią przez cały okres przedsezonowy oraz podczas dwóch pierwszych meczów ligowych. Christensen z powodu gorączki opuścił mecz przeciwko Realowi Valladolid, a przeciwko Sevilli zaczął już na ławce. Dodatkowo przybycie Julesa Kounde stawia duńskiego obrońcę nieco niżej.

Iworyjczyk natomiast nie zaczął jeszcze w pierwszym składzie w żadnym z czterech rozegranych do tej pory oficjalnych meczach. Zagrał ostatnie siedemnaście minut z Rayo, ostatnie sześć z Realem Sociedad i ostatnie czternaście z Realem Valladolid. Na Sánchez-Pizjuán nie zagrał ani minuty. Xavi jednak twierdzi, że Kessie pomoże zespołowi i będzie ważny, ale to kwestia „adaptacji”. Prawda jest taka, że ​​Busquets, Gavi, Pedri i De Jong wciąż są przed nim, ale ich profil różni się od stylu gry reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej.

Jednakże warto pamiętać, że sezon jest długi i będzie się toczył bardzo szybko, ze względu na Mistrzostwa Świata w Katarze. Piłkarze będą grać co trzy dni, dlatego Xavi wiele razy podkreślał, że będą rotacje i każdy dostanie szanse i minuty na boisku.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.